banner galeria

banner konkursy

banner uczniowski

rada

p928004528 września wyruszyliśmy na wycieczkę historyczno-krajoznawczą do Czarnolasu (gdzie zwiedzaliśmy Muzeum Jana Kochanowskiego); Janowca (wizyta na zamku i przejażdżka kolejką nad brzeg Wisły); Kazimierza Dolnego (do którego dopłynęliśmy statkiem i wdrapaliśmy się do ruin zamku Kazimierza Wielkiego, na średniowieczną basztę i odwiedziliśmy słynny rynek, na którym zaopatrzyliśmy się w pyszne kazimierzowskie koguty).

Podróż przebiegła sprawnie, a i pogoda była znakomita, jak na taką wyprawę. Już po przekroczeniu bramy Muzeum Jana Kochanowskiego, zdaliśmy sobie sprawę z tego, w jak wyjątkowym miejscu dane nam było się znaleźć. Przepiękny, rozległy park, starannie utrzymany, o czym przekonaliśmy się po obejrzeniu Muzeum, od razu zachęcił nas do chwilowego odpoczynku na słynnym kamieniu pod obeliskiem, pod którym w czasach mistrza Jana stała lipa . Legenda głosi, że kto na nim zabawi chwilkę , na tego spłynie wena literacka, a w najgorszym przypadku ...zdolności polonistyczne... Nic więc dziwnego, że chętnych do siedzenia było sporo!
Pani przewodnik oprowadziła nas po salach i opowiadała o życiu i twórczości Mistrza. Dowiedzieliśmy się, że pod koniec XV w. Czarnolas przeszedł w ręce rodziny Kochanowskich. W 1559 roku połowę wsi odziedziczył w spadku po rodzicach Jan i osiedlił się tam na stałe około roku 1571. W 1761 roku Czarnolas wykupił Jan Jabłonowski. Staraniem rodziny Jabłonowskich w połowie XIX w. rozpoczęto w Czarnolesie gromadzenie pamiątek po Janie Kochanowskim.
Następnie udaliśmy się do piwnic dworu, gdzie wystawione były figury osób związanych z Janem Kochanowskim. Postacie ubrane były w bogate stroje z epoki, w której żył i tworzył poeta. Tuż za dworem od strony ogrodu znajduje się dziś kaplica zbudowana na fundamentach drewnianego dworu Kochanowskiego, który spłonął, a z którego dało się jedynie uratować kute, żelazne, zdobione rozetami i kratownicą renesansowe drzwi pochodzące prawdopodobnie ze skarbczyka oraz fotel kryty złoconym kurdybanem i zwieńczony barokową dekoracją z herbem Kochanowskich – Korwin.
Muzeum posiada ponadto bogaty zbiór starodruków, rękopisów i fotokopii pierwodruków utworów Kochanowskiego, militariów z XVI w. oraz rzeźb i obrazów z XIX i XX w.
Kolekcji pamiątek po Janie Kochanowskim dopełnił zbiór mebli i przedmiotów codziennego użytku z epoki renesansu: skrzynie, krzesła, fotele, sekretarzyki, stoły, dzbany, świeczniki, klepsydra, zegar, kałamarz itp. Nam najbardziej podobał się zaręczynowy pierścionek z XVI w. z podwójnym oczkiem symbolizujący dwa serca przyszłych małżonków.

Po serii zdjęć udaliśmy się do Janowca. Przygodę rozpoczęliśmy od wejścia na drewniany most przewieszony przez suchą fosę zamkową. Zamek wygląda trochę inaczej niż większość warowni, bo budynek bramny jest pomalowany w biało i ciemnoczerwone pasy, na elewacji można też zauważyć namalowane postacie.
Budowę zamku w Janowcu rozpoczął w I poł. XVI w. Mikołaj Firlej herbu Lewart, hetman wielki koronny i kasztelan krakowski. W późniejszych okresach zamek był wielokrotnie przebudowywany. Od kilku lat na zamku prowadzone są prace rekonstrukcyjne.
W odnowionym skrzydle północnym zwiedziliśmy muzeum historii zamku oraz wystawę porcelany holenderskiej. Zobaczyliśmy także piękne krużganki, podziwialiśmy imponujący widok z murów obronnych.
Następnie udaliśmy się do kolejki, którą podróżowaliśmy na brzeg Wisły, gdzie przesiedliśmy się na statek rzeczny i mimo bardzo niskiego poziomu wody, popłynęliśmy do Kazimierza Dolnego. Już z oddali podziwialiśmy ruiny zamku Kazimierza Wielkiego, wielką basztę górującą nad miastem i spichlerze. Z nadbrzeża udaliśmy się do ruin niegdyś wspaniałego zamku, który był wielokrotnie przebudowywany, a w 1655 roku zniszczony został przez Szwedów i zaczął popadać w ruinę. Obecnie mury są zabezpieczone i udostępnione zwiedzającym.
W odległości ok. 200 m od ruin zamku znajduje się baszta, pełniąca prawdopodobnie funkcję strażnicy. Większość z nas weszła na wieżę krętymi i bardzo stromymi schodami. Z baszty rozciąga się wspaniały widok na zamek i Wisłę!
Stamtąd udaliśmy się na Rynek, gdzie podziwialiśmy zabytkowe kamienice Przybyłów, słynną studnię i psa Werniksa, który odlany z brązu pilnuje starego miasta. Na koniec kupiliśmy pamiątki, dostaliśmy pyszne maślane koguty i... z żalem udaliśmy się w drogę powrotną na Glinnik. Podróż przebiegała bez przeszkód, a drogę umilaliśmy sobie piosenkami. To był długi dzień, ale było warto po raz kolejny przekonać się, że Polska jest taka piękna!

więcej zdjęć >>>